|
Perswazja w Kościele28-10-2007Copywriting - praktyczne wskazówki Tak, temat może wydawać się "szokujący", ale wcale takim nie jest. Tekst jest po prostu relacją i analizą pewnego spostrzeżenia do jakiego doszedłem po ostatniej wizycie w Kościele. Nie jest to nic negatywnego - wręcz przeciwnie - może być lekcją dla każdego. Zapraszam do lektury. Kościół się modernizuje... Nie tak dawno temu czytałem gdzieś newsa o tym, że jakaś agencja PR zadba o wizerunek Stolicy Papieskiej. Potem widziałem kilka billboardów z "reklamą" zachęcającą do odnalezienia dobrej drogi i wstąpienia do zakonu. Zastanawiałem się potem przez jakiś czas, czy to "wypada" żeby Kościół jako instytucja korzystała z narzędzi marketingowych i PR... Doszedłem do wniosku, że to w sumie nic strasznego... W dzisiejszych czasach produkt bez reklamy nie ma prawa się przebić, a skoro polityk, czy partia jest traktowana jako produkt (w sensie, że ich wizerunkiem zajmują się profesjonaliści), to dlaczego Kościół ma nie wykorzystywać takiej opcji? Ale przejdźmy do rzeczy... Schemat prowadzenia sprzedaży Kiedyś miałem romans z kilkoma systemami sprzedaży bezpośredniej - MLM (Multi Level Marketing). Stałem po obydwu stronach barykady, przeszedłem kilka szkoleń, uczestniczyłem w wielu spotkaniach, a kilka też prowadziłem. Do tego przesłuchałem mnóstwo nagrań z poradami o sprzedaży, jak również przeczytałem kilka książek... mogę powiedzieć, że mam pewną wiedzę teoretyczną, a także jakąś praktyczną w tej kwestii. Do czego dążę? Chcę przedstawić uproszczony model sprzedaży w systemach MLM - a więc do dzieła. 1. Zebranie ludzi w jednym miejscu w określonym celu - przedstawienie im oferty. 2. Wprowadzenie do oferty - to jest w dużej mierze uzależnione od podejścia. Zazwyczaj wychodzi na środek jakiś "guru regionalny", o którym wcześniej mówił "guru lokalny" czego on to nie dokonał... Po odpowiednim zaanonsowaniu mówcy przychodzi czas na mówienie o ofercie - a taki mówca jest z reguły dobry w tym co robi. Często, aby odwołać się do sfery wyobraźni, a nie logicznego myślenia, stosuje się technikę - nazwijmy ją - negatywnego obrazu. Polega ona mniej więcej na tym, że na przykładach, kreśli się w umysłach słuchających jakiś negatywny obraz:
4. W przeważającej części, pod koniec fazy 3 następuje bardzo istotny element - wezwanie do akcji. Ludzie będą pod wrażeniem działania antidotum, są bardziej podatni na podjęcie pozytywnej decyzji o skorzystaniu z oferty. 5. Jeżeli jest taka możliwość, to pokazuje się również referencje - na spotkaniach MLM są to najczęściej ludzie, których przedstawia się jako tych, którzy odnieśli sukces lub z zadowoleniem korzystają z produktu i mogą śmiało o tym opowiedzieć innym (mamy więc referencje). 6. Często, dla spotęgowania efektu, na końcu rozdawane są materiały promocyjno-informacyjne. "Daje" się je na końcu dlatego, że rozdane na początku mogą odwrócić uwagę od mówcy i jego przekazu. Słówko "daje" jest w cudzysłowiu dlatego, iż nawet dawać można w marketingowy sposób (umożliwiający np. następny kontakt - czyli tzw. follow-up). Wystarczy wręczając materiały powiedzieć coś w stylu - "Słuchaj, nie mam tych rzeczy za dużo, więc umówmy się, że ja ci je pożyczam - przeglądniesz, zastanowisz się i umówimy się na za dwa dni i mi je zwrócisz. Możesz mi dać swój telefon...". Fajnie, ale co to ma wspólnego z Kościołem? Właśnie do tego zmierzam. Zacząłem od tego, że chcę się podzielić refleksją z ostatniej wizyty w kościele... Otóż, niby msza jak każda, ale tylko do momentu, gdy na ambonę wszedł, zamiast proboszcza lub parafialnych kapłanów, przyjezdny franciszkanin. Zakonnik ten mówił kazanie z taką pasją i energią, że przykuł uwagę wszystkich - przynajmniej w moim polu widzenia. Nie tylko wiedział co mówi, nie tylko mówił sensownie, ale także wiedział jak mówić, by "porywać tłumy". Był profesjonalnie do tego przygotowany. Wychodząc z kościoła po mszy nasunęła mi się do głowy pewna analogia... Cała ta sytuacja przypomniała mi opisywany wyżej, skrótowy schemat prowadzenia sprzedaży - przeanalizujmy.
Podsumowanie i wnioski Czy czegoś to dowodzi? Jak dla mnie tak - kilku rzeczy (o których poniżej), które można sobie po takim przykładzie uzmysłowić. Nie jest to oczywiście nic złego. "Perswazja w Kościele" to tylko tytuł - dla niektórych kontrowersyjny, dla innych mniej, ale jego zadaniem było zachęcenie do czytania. 1. Aby osiągnąć dobry efekt, w życiu codziennym często stosujemy techniki perswazyjne (nawet nieświadomie). 2. Perswazja to nie tylko (jak się pewnie niektórym wydaje) oklepane techniki, granie na emocjach, krzykliwe nagłówki - nie usłyszałem w kazaniu, ani nie przeczytałem w ulotkach zdań typu: JAK OSIĄGNĄĆ ŻYCIE WIECZNE POŚWIĘCAJĄC ZALEDWIE 30 MINUT DZIENNIE
a pomimo tego, przekaz kazania był w pewien sposób perswazyjny (czy też miał takie elementy) i jak dla mnie dobrze "sprzedawał" zachętę do uczestniczenia w rekolekcjach. Nawet mając świadomość tego, nie czułem się zniesmaczony. 3. Jak widać, pewne schematy i techniki można stosować w każdym "biznesie" - warto zatem studiować sprawdzone metody i wybierać z nich to, co w naszym biznesie może się przydać. 4. Ludzie dobrze przygotowani, profesjonaliści znający się na rzeczy, są potrzebni wszędzie. Na koniec akcent humorystyczny, ale tym artykułem dowodzi się, że i Kościół może potrzebować copywriterów ;) Zapraszam do dyskusji - używajcie komentarzy. Komentarze (5) [ rozwiń / dodaj ]
|
|




