|
Zarabiać na słowach09-12-2007Copywriting informacje Przeglądając zagraniczne serwisy i śledząc nowe (przynajmniej z perspektywy rynku polskiego) trendy w marketingu, natrafiłem na ciekawą formę reklamy.
O co chodzi... O reklamy wewnątrz tekstowe, nazwane "in-text ad". Reklamy takie dostarczane są przez sieci takie jak: Vibrant Media czy Kontera. Polega ona na umieszczeniu przez sieć reklamowych linków w twojej treści. Linki takie są specjalnie oznaczone przez podwójne podkreślenie. Kiedy użytkownik najedzie na takie słowo, pojawia się mu niewielki pop'up (jako hover) zawierający różne treści reklamowe powiązane z tym słowem (obrazki, wideo, tekst, a nawet produkt z koszykiem na zakupy). Pod tym linkiem można zobaczyć przykłady takich form reklamy.
W świecie blogerów zawrzało Jedni zachwycają się tą metodą reklamy, inni wieszają na niej psy. Z jednej strony, taka forma reklamy wydaje się być nieoceniona dla serwisów dostarczających duże ilości treści tekstowych (portale informacyjne) oraz całej rzeszy osób prowadzących blogi czy serwisy tematyczne. Użytkownik czytający tekst nie widzi reklamy dopóki nie najedzie myszką na konkretne słowo. Wydaje się, że jest to nieinwazyjna forma reklamy... Z drugiej jednak strony padają stwierdzenia, że jest to najbardziej inwazyjna forma ze wszystkich. Padają również określenia, iż przez tego typu reklamę zawartość strony staje się "polem minowym" dla użytkownika, gdzie by się nie ruszył, tam czeka na niego bombka reklamowa. Głos w tej sprawie zabrał nawet Jacob Nielsen - uznawany przez wielu za guru użyteczności stron www. Odniósł się on do tej formy reklamy w kontekście linków nawigujących w tekście - określanej przeze mnie jako "trzecia forma nawigacji". Linki hypertekstowe to jedna z największych i najważniejszych zalet stron internetowych. To dzięki nim możemy przemieszczać się z jednego dokumentu do drugiego w prosty i intuicyjny sposób. Reklama in-text'owa zaburza strukturę i może okazać się utrudnieniem dla użytkownika. Nielsen opisał to zjawisko mniej więcej takimi słowami: Jednym z najbardziej mizernych ostatnio przykładów w designie stron jest pomysł zamieniania słów użytych w artykule w linki reklamowe, w ramach usług dostarczanych np. przez IntelliTxt. Kalając koncepcję nawigacji, reklamy takie niszczą pozytywne zdanie użytkownika o stronie (tzw. user experience). Mogą one doprowadzić do tego, że użytkownik będzie zagubiony w zasadach nawigacji strony i wielce prawdopodobnym jest, że wyłączy stronę wracając do wyników wyszukiwania, by przejść na inną stronę. Inne podkreślane przez krytyków tej metody sprawy to:
Powiem szczerze, że zacząłem się zastanawiać... Ja, w przeciwieństwie do wielu projektantów stron, praktycznie w każdym projekcie uwzględniam czynnik nawigacji za pomocą tekstu. Przeważnie dokładam na końcu tekstu coś w stylu: "Zobacz również", czy "Co możesz teraz zrobić" i pod tymi hasłami umieszczam linki tekstowe do miejsc, do których chciałbym, żeby użytkownicy trafiali (ścieżka wizyty, która prowadzi do określonego celu). Jest to wezwanie do akcji splecione z elementem nawigacyjnym. Badałem to, i wiem, że to jest dobre rozwiązanie (bardzo "obklikiwane"), gdyż użytkownik ma pod ręką link i nie musi np. przewijać strony do góry by kliknąć w menu lub szukać tam linków - ma wszystko podane na tacy.
Jeżeli przez in-text'owe reklamy użytkownik miałby bać się klikać w takie linki, to pewnie nie zdecydowałbym się na taką formę, gdyż prowadzenie użytkownika (podpowiadanie mu) ścieżki przez stronę www jest jednym z determinantów wysokiej konwersji realizowanych przez mnie stron. Z drugiej jednak strony, na każdym blogu, czy serwisie informacyjnym, itd., spotyka się linki, które prowadzą do jakiś zewnętrznych treści. Często zastanawiam się, czy czasem taka a nie inne konstrukcja artykułu, pozwalająca na takie a nie inne użycie słów, prowadzących do takich a nie innych stron nie prowadzi w konsekwencji do tego, iż linki te to zwykłe reklamy. Czyli ktoś kupuje link w artykule. Nie mówię tu o całych tekstach (artykułach sponsorowanych), ale o zwykłym wpisie np. na blogu masażysty, który opisuje wczorajsze spotkanie z klientem i "przypadkiem" opisując środki jakich użył przy zabiegu, hasło "oliwka do masażu" jest linkiem prowadzącym do sklepu gdzie można ją kupić... To samo tyczy się linków partnerskich. Też swego czasu wrzało u nas na temat tego, że teksty nafaszerowane są nimi po brzegi. Teraz huk opadł, a programy partnerski nadal się rozwijają. Czy nie tak samo jest w tym wypadku? Według mnie jest to atrakcyjna forma reklamy. Wizualnie jest bardzo fajnie wykonana. Nie doczytałem jeszcze na jakich zasadach tekst jest "faszerowany" nimi - bo jeżeli automatycznie i może znaleźć się w co trzecim słowie, to rzeczywiście jest to do bani i może zniechęcić. Jeżeli jednak mamy możliwość definiowania sami ilości reklam oraz wskazania słów, to daje to duże pole manewru. Tekst nie musi wówczas wyglądać jak choinka i stać się "polem minowym" dla użytkownika, a delikatnie podsuwać 2, 3 słowa na artykuł. Jest to na tej samej zasadzie do przykład z oliwką do masażu, z tym, że zamiast klikanąć w link i sprawdzić co tam jest, użytkownik ma na tacy podane okienko w którym widzi zawartość i może ją ocenić przed kliknięciem. Użytkownicy (czytelnicy) to "mądre bestie" i wedłg mnie większość z nich ma świadomość tego, że w ten czy inny sposób autor bloga, serwisu chce (i musi) jakoś zarobić. Jeżeli pisze fajnie i od czasu do czasu poleci coś w tak ciekawej formie, to nikt się nie obrazi (do czasu najechania nic się nie pojawia, a po najechaniu trzeba jeszcze kliknąć żeby iść gdzieś dalej). Realizowałem ostatnio, w ramach współpracy z Ideo, jeden nowy serwis informacyjny branży PR i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że w newach, czy artykułach mógłby się taki system przydać. Szczególnie, że jest to nieznana jeszcze na naszym rynku forma reklamy. Obecnie pod moją ręką powstają jeszcze dwa duże serwisy informacyjno-społecznościowe, i prawdę mówiąc zastanawiam się, czy nie zainteresować klientów (włąścicieli tych serwisów) tą formą reklamy. Zleciłbym programistom wykonanie takiego modułu, który po zaznaczeniu słowa i kliknięciu w drugą ikonkę linku (bo jedna jest standardowo w edytorkach) tworzyła by taką formę reklamy. Myślę, że jest to warte zastanowienia... A co to ma wspólnego z copywriterami? No cóż, przez cały wątek artykułu przewijał się ten sam motyw - tekst. Jest to reklama, której nośnikiem jest tekst, a więc z nikim nie ma tyle wspólnego co właśnie z copywriterem. Potrzebne jest odpowiednie przygotowanie tekstu. Musi on zawierać pewne słowa (nawet nie kluczowe), których zasadność użycia nie może być podważana. Nie może to być skupisko rzeczowników w wydzielonym miejscu, które po najechaniu będzie wyświetlało reklamy, a składnie, elegancko i sensownie ułożony tekst. Pytanie do czytelników
Komentarze są do waszej dyspozycji - zapraszam. Inne ciekawe źródła na ten temat:
Komentarze (0) [ rozwiń / dodaj ]
|
|


.jpg)




